Sen Wielofazowy - Dzień #4

Relację z tego dnia zacznę od kilku spostrzeżeń jakie spostrzegłem :D Przestawienie się na „ciągły” tryb funkcjonowania spowodowało, że. zgubiłem rachubę i wyczucie – np. kiedy iść się umyć/wziąć prysznic/nawet nie wiem kiedy zmienić ubranie! Przez pierwsze dwa dni nie myłem się i nawet się nie przebrałem – bo w ogóle nie zwróciłem na to uwagi.

Po prostu kiedy spałem monofazowo wszystkie rutyny związane z toaletą i garderobą robiłem rano – teraz nie ma ani rano ani wieczór, nie ma czegoś takiego jak sen i pobudka poranna. Jedyną rozsądną metodą mierzenia jest toaleta co 24 godziny a być może i częściej – bo te częste drzemki powodują, że nie zawsze czuję się „świeżo” gdy się z nich budzę. Zauważyłem również że moja potencja jest w świetnej formie (nigdy nie narzekałem, ale teraz jest jeszcze lepiej ) a warto zauważyć, że jeszcze nie przystosowałem się do schematu spania i że wciąż nie jestem w najlepszej formie fizycznej i psychicznej, za to pomimo tego stoję prosto i stoi mi lepiej niż zawsze ;) (tak naprawdę to nie wiem czy to jest spowodowane snem polifazowym, ale co się dzieje to opisuję )

Przeczytałem ostatnio teorię, że tak naprawdę to faza REM i faza głębokiego snu są w równym stopniu odpowiedzialne za regenerację sił witalnych ( a nie tylko REM jak pisałem wcześniej). Tyle teorii ile ludzi, a ja jak zawsze jestem sceptyczny – w każdym razie co za różnica która z teorii jest prawdziwa - moje ciało przystosuje się tak czy tak i wybierze optymalny rozkład faz snu jeżeli to będzie konieczne. Być może jest to trochę neandertalski sposób myślenia, ale to chyba jedyna rozsądna opcja kiedy rożne źródła mówią inaczej i nie wiadomo co jest prawdą.

Dowiedziałem się również, że z badań wynika, (źródło Wikipedia angielska) że osoby śpiące polifazowo wykazują lepszą koncentrację, pobudzenie i siły witalne niż osoby które śpią monofazowo (tradycyjnie)- się okaże ;)

Z takich ogólnych refleksji to świetnie się czuję w takim trybie funkcjonowania – jak robot - ciągły tryb pracy z krótkimi przerwami na ładowanie. Naprawdę to jest coś co każdy musi przeżyć – uczucie że dzień i noc się nie kończy (oraz słuchanie porannego ćwierkania ptaków za oknem o wschodzie słońca – u mnie już koncertują pomimo tego że jest dopiero luty).

Dzisiaj stwierdziłem definitywnie, że przez ostatnie 4 dni najgorsze okresy jakie przechodziłem w ciągu doby przypadają na godziny 6-10 rano. Po prostu o godzinie 8 już ledwo patrzę na oczy i muszę sobie uciąć tą dodatkową drzemkę. W późniejszym okresie postaram się ją wyeliminować, ale jak na razie to nie obejdzie się bez niej. Jak dotąd to ta dodatkowa drzemka nie dawała mi zbyt dużo, ale przynajmniej pozwala mi przetrwać do drzemki o godz 10 – potem już idzie łatwiej..

I stało się… moja dodatkowa drzemka o godz 8 skoczyła się w efekcie o godz 12:10. Oto jak to się stało:

Obudziłem się po dodatkowej drzemce o 8 i znowu sobie „poleżałem” - nie chciało mi się wstać to puściłem sobie jakiś film z Derrenem Brownem (dla tych co nie wiedzą ,to taki brytyjski „magik, iluzjonista”) i oglądnąłem go – nic nie zapowiadało tego co się zaraz stało ;)

Znowu przysnąłem – obudziłem się o 9:40 – czyli jakaś niecałą godzinę po drzemce o godz 8. Jedyne co pamiętam to jest to, że gdy się obudziłem to myślałem coś takiego „kurde, znowu zaspałem, ale spoko to tylko godzina, a poza tym to czytałem tutaj że takie przysypianie nie ma znaczenia i że mogę to robić” …. obudziłem się znowu o godz. 12:20.

Jedynym wyjaśnieniem zaistniałem sytuacji jest to, że śniło mi się coś „ o tym tajemniczym” artykule co mi pozwala spać tak długo jak tylko chcę i jak się obudziłem to w tym zaspaniu uznałem że to rzeczywiście prawda że takie coś czytałem, i poszedłem spokojnie znowu spać. Wydaje mi się że moje ciało w taki sposób „walczy” z moją intencja przestawienia się na sen wielofazowy.

To krótkie sprawozdanie pokazuje w jaki sposób znowu dałem dupy że zaspałem, ale to i tak mnie nie powstrzyma. Jest godzina 12:46 gdy piszę tą część tekstu i o 14 normalnie idę na drzemkę – być może to że w ciągu ostatnich dni zawaliłem te kilka razy spowoduje to, że okres adaptacyjny się wydłuży, ale się nie poddam i przestawię się na tryb polifazowy. Sen wielofazowy jest zbyt fajny i zbyt wiele mam jeszcze w nim do odkrycia żeby porzucić ten projekt teraz. Nie dam się ;)

—- Dodane po drzemce o godz 14

Uwieńczeniem „dnia 4” było wreszcie osiągnięcie przeze mnie fazy REM podczas drzemki – adaptacja wciąż trwa. Tak naprawdę, to nie wiem czy wcześniej podczas drzemek nie miałem faz REM, czy je miałem ale po prostu nie pamiętałem snów. W każdym razie widać już pierwszy efekt – czuję się nieźle, aczkolwiek jeszcze nieswojo z ciągle trwającym kapciem w potylicy.

Wniosek na jutro : Czas między 6-10 jest najgorszy i właśnie tam muszę się pilnować. Jutro już nie zaśpię (wiem że chyba już tak pisałem wcześniej, ale tym razem się nie dam – do trzech razy sztuka ;) )

Podziel Się Tym Eksperymentem Na Wykop.pl


Wszystkie części eksperymentu w wersji wideo znajdziesz tutaj

Wszystkie części eksperymentu w wersji pisanej znajdziesz w linkach poniżej