Sen Wielofazowy - Dzień #1
Ostatni mój „tradycyjny sen” trwał 13 godzin (takim byłem śpiochem) – postanowiłem spać aż się nie obudzę. Obudziłem się około godziny 15 i z tym momentem zacząłem eksperyment „Sen Wielofazowy” ;)
#1 Drzemka o godz 18 - Drzemka po 3 godzinach od kiedy obudziłem się z normalnego snu. Nie udało mi się zasnąć (bo po prostu nie byłem śpiący) ale świetnie się zrelaksowałem i wszedłem w lekki trans. Pojawiały mi się różne ciekawe obrazy – jak na razie czuje się dobrze i nic szczególnego się nie dzieje ;)
#2 Drzemka o godz 22 (spóźniona, poszedłem spać o 23) – Dalej nie chciało mi się spać, ale tym razem lekko przysnąłem. Staram się obserwować przed snem hipnagogi (jeżeli przerobiłeś mój kurs świadomego śnienia to wiesz o czym mówię) i na razie łatwo mi to wychodzi, bo nie jestem aż tak bardzo śpiący. Jak na razie czuję się trochę zaspany, aczkolwiek jestem zdolny do pracy i do pisania tego co teraz piszę. (Przeczuwam że za trzy dni nie będzie tak wesoło ;D )
#3 Drzemka o godz 2 rano (spóźniona o godzinę) – spóźniłem się z tą drzemką o godzinę, bo kamera internetowa mi się zepsuła i stwierdziłem, że nie zasnę jeżeli jej najpierw nie uruchomię (bo wcześniej działała). Po godzinie prób dalej nie działała, więc ją olałem i poszedłem spać. Czułem się zmęczony, ale znów nie mogłem zasnąć. Chciałem wstać wcześniej niż miałem to zaplanowane w drzemce (bo i tak nie mogłem zasnąć), ale postanowiłem że muszę się trzymać sztywno planu i przyzwyczajać organizm do jednakowych drzemek. Czuję już, że dopada mnie zmęczenie.
#4 Drzemka o godz 6 rano – już jestem nieźle zmęczony, tym razem zasnąłem na chwile - co nie przyniosło żadnej regeneracji. Zaczynam odczuwać nadmiar czasu; z jednej strony muszę coś robić żeby nie zasnąć, z drugiej jednak moja koncentracja i energia już jest wyraźnie obniżona, co nie bardzo mi pozwala na robienie czegoś poważnego. Dopiero wstałem a już myślę o następnej drzemce..myślałem że jestem mocniejszy. Tak czy owak lecimy dalej!
#5 Drzemka o godz 10 – tutaj już zasnąłem szybko – po około 2-3 minutach, ale dalej nic mi się nie śni i sen nie daje żadnego wypoczynku. Koncentracja i energia spadła jeszcze bardziej i już zaczynam być zombie ;) Wydaje mi się, że te drzemki wpływają jak na razie jeszcze bardziej destrukcyjnie niż jakbym nie spał w ogóle. Mam pierwszy kryzys - co prawda nie śpię, ale nie chce mi się wstać z łóżka i cokolwiek robić. (Po jakichś 15 minutach w końcu ruszyłem tyłek)
#6 Drzemka o godz 14 – zasnąłem w ciągu minuty lub dwóch. Miałem sen i do tego jeszcze świadomy. W tym momencie zrobiłem chyba najszybszą akomodację w historii tej techniki - dokładnie 24 godziny. Obudziłem się doładowany, aczkolwiek nie aż tak bardzo. W tym momencie można uznać już że technika działa – zobaczymy co się będzie działo dalej. Oczekuję że doładowania po śnie w miarę czasu będą coraz lepsze.
Podsumowanie:
Minęły 24h od kiedy spałem „normalnie” ostatni raz. Teraz gdy to piszę jestem po ostatniej drzemce z dnia #1, ale jeszcze przed drzemką nowego cyklu (dnia #2). W czasie pierwszych trzech drzemek w ogóle nie spałem, dopiero w czwartej i piątej udało mi się zasnąć (natomiast nie miałem w nich jeszcze snów). Stopniowo zmęczenie dopadało mnie coraz bardziej i bardziej - również koncentracja spadała.
Ku memu zaskoczeniu w szóstej drzemce zasnąłem ekstremalnie szybko i MIAŁEM SEN (do tego uświadomiłem się w nim). Śniłem o tym, że właśnie wykonuję moją drzemkę i przyszedł mój pies który zaczął mnie lizać po buzi. Im bardziej go odpychałem tym bardziej on mnie lizał – był bardzo namolny i robił to w ultra szybkim tempie – pomyślałem że coś jest nie tak i wykonałem test rzeczywistości; uświadomiłem się. Potem (już świadomy we śnie) wydawało mi się, że mogę zaspać, więc zrobiłem sobie drzwi do wyjścia ze snu i się obudziłem. Okazało się że:
- 1) Do brzmienia alarmu zostało 3 minuty
- 2) Zapomniałem włączyć alarm w komputerze (był włączony tylko w telefonie)
To bardzo ciekawe, bo timery mam ustawione na 25 minut (20 minut snu + 5 minut margines na zaśnięcie), a przed zaśnięciem powtarzam sobie „idę spać, od razu wchodząc w fazę REM która mnie regeneruje i obudzę się 20 minut po tym jak zasnę”…wychodzi na to, że zasnąłem mniej więcej 2 minuty po rozpoczęciu odliczania czasu (tak też mi się wydawało), przespałem 20 minut i podświadomie we śnie przypomniało mi się że muszę wstać (w postaci obawy że mogę zaspać) i dlatego w momencie obudzenia zostały mi te 3 minuty do brzmienia alarmu (czyli moja afirmacja przedsenna o obudzenie się po 20 minutach prawdopodobnie zadziałała). Mogło to być również wywołane tym, że podświadomie wiedziałem, że zapomniałem włączyć timer w komputerze, który jest głośniejszy i bardziej skuteczny od alarmu w telefonie (stąd ta obawa o to że zaśpię).
W każdym razie, jestem bardzo zaskoczony że sen pojawił mi się już po 24h – to chyba najlepszy wynik w historii prób snu wielofazowego. Śnienie snu tak jak w założeniu tej metody, doładowało mnie i nie czuję się aż tak zmęczony jak czułem się przed drzemką – aczkolwiek nie było to bardzo duże doładowanie. Szacuje, że w takim tempie zajmie mi około 3-5 dni zanim kompletnie przystosuję się do schematu Ubermana (byłoby to najszybsze przystosowanie o jakim słyszałem [ mówię tutaj o KOMPLETNYM przystosowaniu, gdzie już śmigam tak jakbym spał w takim systemie od zawsze )
To są tylko szacunki – wszystko się okaże.
Dodatkowo zacząłem już odczuwać nadmiar czasu – a raczej coś w stylu „ciągłości” - drzemki są tak krótkie, że nie zauważam tego, że mnie „nie ma” przez te 25 minut.
Nie stosowałem transów ani programowania – bo po prostu nie zdążyłem. Afirmowanie się przed każdorazową drzemką wystarczyło żeby szybko przestawić mózg na wchodzenie od razu w fazę REM ( moja afirmacja brzmiała - „idę spać, od razu wchodząc w fazę REM która mnie regeneruje i obudzę się 20 minut po tym jak zasnę”)
Cały czas od ostatniego „tradycyjnego snu” do teraz, poświęciłem na przygotowywanie wstępu do tego eksperymentu oraz relacji z dnia #1. Za 45 minut rozpoczynam dzień #2 i teraz już powinienem tak naprawdę odczuć jak dużo dodatkowego czasu będę miał. Właśnie teraz dopadło mnie duże zmęczenie – organizm domaga się znów snu – muszę jakoś przetrwać te 45 minut. Zaskakujące, że zmęczenie przyszło nagle i jest bardzo intensywne.
To tyle z dnia #1 ( a raczej z „sekwencji” bo pomimo że minął dopiero jeden dzień, to już nie czuje różnicy czy do dziś czy jutro – jest po prostu ciągłość, co mi się podoba jak na razie)
Podziel Się Tym Eksperymentem Na Wykop.pl
Wszystkie części eksperymentu w wersji wideo znajdziesz tutaj
Wszystkie części eksperymentu w wersji pisanej znajdziesz w linkach poniżej
