Traktuj Swoją Matkę Jak Twojego Kolegę/Koleżankę

Wersja Audio Artykułu Dla Subskrybentów Tutaj

Traktuj swoją matkę tak samo jak kolegę/koleżankę…

… i nie tylko matkę, ale również swojego ojca, brata, siostrę i każdego innego bliższego i dalszego członka rodziny. Tak, traktuj ich tak jak traktujesz „obcych” ludzi w swoim życiu.

Inspiracją na napisanie tego tekstu był komentarz jednego z odwiedzających Drugą Drogę – wyglądało to w skrócie tak:

Napisałem w moim artykule: „Osobiście nie mam pretensji do mojej rodziny że tak mnie wychowywali – są ograniczeni ale chcieli dobrze. Czasem jednak to że chcemy dobrze wcale nie powoduje dobrych efektów i tak też jest w tym wypadku.”

Użytkownik o pseudonimie Danse napisał: „(…) Czy naprawdę bardzo łatwe było dla Ciebie napisanie, że masz ograniczoną rodzinę (…) ? ”

Wiele osób może sobie pomyśleć po takich słowach, że nie mam szacunku do rodziców, rodziny, że jestem wyrodnym synem i że gdyby moja matka usłyszałaby mnie teraz to pewnie złapałaby się za głowę – i racja, pewnie by się złapała. Dlaczego ? Bo moja matka, tak jak większość innych ludzi nie rozumie że:

Problem wdzięczności:

Wiele osób mówi „Trzeba mieć szacunek do rodziców, nie mogę im tego powiedzieć albo im czegoś odmówić bo wychowywali mnie przez długie lata, inwestowali czas, energię i pieniądze”. Ale tak naprawdę to co Ty masz do tego ? Dlaczego masz być im wdzięczny za to ? Przecież nikt im nie kazał płodzić dziecka – zrobili to z własnej chęci i woli, a więc tym samym bezinteresownie. Więc, nie możesz być obarczony wdzięcznością dla nich za wychowanie, ponieważ w związku z powyższym nie zrobili tego „dla Ciebie”, a co więcej nie istnieje nawet możliwość zrobienia tego „dla Ciebie”, bo rodzice nie mogą spłodzić Cię dla Ciebie, bo Ty jako Ty nie istniejesz w momencie płodzenia.

Czy widzisz jakikolwiek sens w byciu wdzięcznym komuś za coś, co zrobił tylko dla siebie, a Ty jako Ty jesteś tylko efektem ubocznym?

Rodzice często mówią do swych dzieci „Musisz się mną opiekować, albo musisz mi pomóc w zamian za te wszystkie lata które Cie wychowywaliśmy” - rodzice NIE MAJĄ PRAWA wymagać czegokolwiek w zamian od dziecka, ponieważ tak jak napisałem wcześniej, zrobili to tylko dla siebie, a po drugie ich dziecko też kiedyś będzie tak jak oni wychowywało swoje dzieci i też poświęci czas, pieniądze i energie – i też nie będzie miało prawa wymagać czegoś takiego od swojego dziecka.

Więc czy ja jestem wdzięczny rodzicom za wychowanie ? Nie, nie jestem wdzięczny – wdzięczność to bardzo zdradliwa i negatywna cecha wpojona nam przez społeczeństwo i wychowanie, która każe nam odpłacać się czymś jeżeli coś otrzymamy. Mam na uwadze że moi rodzice poświęcili czas i energię dla mnie – szanuję ich za to, ale nie mogę im dać nic w zamian (np. wdzięczności i wszelkich rodzajów jej następstw i efektów) ponieważ gdybym to zrobił, to żeby była zachowana równowaga musiałbym tego samego wymagać od mojego dziecka – a to jest sprzeczne z moimi poglądami. Nie mogę również dać rodzicom „wdzięczności” jednocześnie nie wymagając tego od mojego dziecka, bo to jest sprzeczne ze sobą.

Skoro mam okazję przytoczyć świetny cytat to go przytaczam (autor tego cytatu był jezuitą, dlatego obecny jest wątek religijny, natomiast nie będzie on miał wpływu na cały sens cytatu jeżeli go pominiesz):

“Nie macie prawa formułować żadnych żądań. Prędzej czy później dziecko będzie musiało od was odejść, zgodnie z nakazem Pana - wówczas nie będziecie mieli do niego żadnego prawa. W gruncie rzeczy nie jest to twoje dziecko i nigdy nim nie było - należy do życia, nie do ciebie. Nikt nie należny do ciebie. To, o czym mówisz, to wychowanie dziecka.” -Anthony de Mello

Jaki to ma związek z tematem?

Gdy zrozumiesz że coś takiego jak wdzięczność jest nie na miejscu i jest tylko wyuczonym nawykiem to dostrzeżesz, że wtedy ta wyimaginowana „pozycja” rodziny spada do poziomu „normalnego człowieka”. Mam na myśli to, że zaczynasz postrzegać rodzinę nie jako lepszych i bardziej wartościowych ludzi od innych, ale jako równych każdemu innemu człowiekowi. Zaczynasz ich oceniać zgodnie z tym co naprawdę w nich widzisz i zgodnie z tym co naprawdę sobą reprezentują, a nie przez zniekształcający pryzmat „ale przecież to moja matka”.

Gdyby wychowywała Cię „obca” kobieta (czyli nie spokrewniona z Twoją krwią), to czy byłbyś jej tak samo „wdzięczny” za wychowanie co swojej matce gdy ona Cię wychowuje? Oczywiście że tak. Okazuje się, że „rodzina”, „matka”, „brat” to tylko losowe osoby z którymi się wychowujemy, a nie jacyś bardziej wartościowi ludzie od innych.

Mówimy że pięknym gestem jest np. gdy jeden członek rodziny poświęca życie za drugiego (np. matka za dziecko ) - to wcale nie jest piękny gest – dlaczego ? Bo też jest interesowny. Zapytasz jak to ? Ano tak to, że raczej nie poświęciłbyś życia za obcego człowieka na ulicy – już szybciej poświęciłbyś życie za członka rodziny – wiesz dlaczego ? Bo rodzina „jest Twoja” - tak, jest efekt „to jest moje” - a to nie jest bezinteresowne. Dlaczego matka nie poświęca życia za cudze dzieci ? Bo nie są to jej dzieci.

To co chce przekazać tym tekstem jest to, że powinniśmy traktować i wartościować wszystkich ludzi tak samo. Jeżeli Twoja rodzina zrobiła dla Ciebie dużo, to jak najbardziej jest na miejscu docenić ją za to – tak samo jak doceniłbyś obce osoby które pomogłyby Ci w taki sam sposób, ale jeżeli rodzina Ci szkodzi, to trzeba powziąć takie same kroki jakie byś powziął gdyby szkodziła Ci obca osoba.

Jakie są plusy z traktowania rodziny tak jak resztę ludzi ?

Najważniejsze jest to że przebijasz tą wyimaginowaną bańkę mydlaną w jakiej masz umieszczoną rodzinę w swojej psychice – bańkę która powoduje, że powiedzmy gdy Twój ojciec robi Ci coś złego (nie tylko fizycznie, ale również psychicznie) to okazuje się że nie zrobisz mu tego, i nie zadziałasz w taki sam sposób jakbyś zadziałał, gdyby robiła Ci tak „obca osoba” - dlaczego ? „No bo to przecież mój ojciec – nie mogę tego zrobić”.

Sytuacja ekstremalna ale jak najbardziej obrazująca o co mi chodzi:

Wyobraź sobie że jesteś w swoim domu i masz pistolet w szufladzie. Nagle przybiega Twój ojciec z nożem i ewidentnie chce Cię zabić – krzyczy że Cię zabije, goni Cię, nawet zdążył ugodzić Cię w bok i przeciąć po policzku. Ewidentnie czujesz że zabije Cię jeżeli czegoś nie zrobisz. Jakie rodzą się w Tobie uczucia gdy myślisz o tym, żeby wziąć pistolet i strzelić ojcu w głowę żeby ratować swoje życie?

A teraz druga sytuacja, jesteś w domu i masz pistolet w szufladzie. Nagle wpadają złodzieje z nożami i atakują Cię – ile Ci zajmie wyciągnięcie pistoletu i strzelenie w obronie swojego życia?

Zauważyłeś różnicę w reakcji i uczuciach pomiędzy strzelaniem w ojca w a w obcego ? A jaka jest różnica w zagrożeniu Twojego życia w obu sytuacjach ? Żadna.

Ludzie zaskakująco często pozwalają sobie niszczyć życie przez rodzinę, natomiast gdyby ktoś obcy próbowałby im niszczyć życie w ten sam sposób, to by zaprotestowali. Gdyby ktoś obcy byłby nachalny, chodziłby wkoło Ciebie i próbowała przekonać Cię do czegoś czego totalnie nie chcesz, to w pewnym momencie powiedziałbyś „wypier*****” - a gdy robią tak rodzice, to ilu z nas ma odwagę tak powiedzieć ? I tu nie chodzi bynajmniej o słowa, ale o postrzeganie i działanie.

Wiele osób słucha rodziców, tylko dlatego że „to moi rodzice więc mają rację” a nie dlatego że mówią mądrze – czy to jest mądre?

Znam wiele osób których strategiczne decyzje w życiu nie były ich decyzjami, ale decyzjami ich rodziców – ciekawe czy jakby ktoś z ulicy „doradził” (to zbyt delikatne słowo na to co robi większość rodziców) im w taki sposób, to czy by ich posłuchali.

Jak ja stosunkuję się do tego co napisałem ?

Traktuję każdego członka rodziny tak jak każdego innego człowieka. Np. jeżeli ktoś z rodziny jest dla mnie toksyczny, to go usuwam z mojego życia i z „mojej głowy” - tak jak robie z każdym „obcym” człowiekiem w takich sytuacjach. Zlikwidowałem w mojej głowie ten wpojony podest na którym stała moja rodzina – podest dający im większą pobłażliwość z mojej strony.

Osobiście np. miałem wiele perypetii z moim ojcem, zdarzyło się np. kilka razy że się z nim pobiłem (choć nie uważam że to są najpoważniejsze perypetie) – wielu osobom nigdy by taka sytuacja przez głowę nie przyszła, żeby uderzyć ojca – a ja po prostu zareagowałem tak samo, jakbym zareagował gdyby obcy facet zachowywał się w stosunku do mnie (dla tych co powiedzą że przemocą fizyczną się nic nie załatwi mówię, że się z tym zgadzam, ale w tych sytuacjach nie było miejsca na rozmawianie :) ) . I to jest właśnie zdrowe – zwalczyć chorobę gdy ona robi Ci krzywdę - chore jest wiedzieć o chorobie i pozwalanie jej trwać w Tobie i niszczyć Cię.

Rodzina w moim życiu nie ma żadnych specjalnych względów – jest traktowana za to co reprezentuje sobą a nie za to że jest moją rodziną.

Zdaję sobie sprawę że jeżeli przeczyta ten tekst np. młoda osoba, to może stwierdzić że może wszystko w stosunku do rodziców – i rzeczywiście może. Może np. zacząć mówić do rodziców w taki sposób jak mówi się do kumpli na podwórku jeżeli na to zasługuje wg jego mniemania – ale nie zawsze jest sens tak robić – jeżeli jesteś osobą która zrozumiała coś poprzez ten tekst, to oznacza że Twoi rodzice nie zrozumieją wtedy Twojego zachowania – dlaczego jestem tego taki pewien ? Bo gdyby oni to rozumieli, to by Cię tak wychowali, że ten tekst nie był by dla Ciebie niczym nowym.

Tutaj nie chodzi tak bardzo o uzewnętrznianie tego sposobu postrzegania, ale raczej o myślenie w taki sposób – uzewnętrznianie często spotyka się z niezrozumieniem i negatywną reakcją innych ludzi, co może nam utrudniać życie – a po co sobie utrudniać życie?

Podyskutuj Na Ten Temat Na Forum

 

wykop.pl Gwar.pl
Podyskutuj Na Ten Temat Na Forum

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach na DD zapisz się na moją listę mailingową.

38 Komentarzy do “Traktuj Swoją Matkę Jak Twojego Kolegę/Koleżankę”

  1. Istnieje również kwestia genów, przywiązania, zapewnienia godnego życia. Ktoś “obcy” Ci nie pomoże.

  2. No tak, Łukasz masz racje, ale artykuł jest jak najbardziej na miejscu. Sam osobiście znam ludzi którymi kierują rodzice, wpajają im wiele rzeczy, bo “chcą dobrze dla swojego dziecka”
    no niestety rzadko kiedy to wychodzi na dobre. Co więcej też nie jestem wdzięczny rodzicom za wychowanie. Jakoś nie przypominam sobie żeby mówili mi jak byłem mały co jest dobre co jest złe. Wydaję mi się że wychowałem się sam i chyba mam rację, bo poglądy mam całkowicie inne niż rodzice.

  3. Z góry powiem, że wszystkich tekstów nie przeczytałem (jeszcze), więc mogę się mylić, tworząc pewne (zapewne mylne) wyobrażenie, o Twojej wiedzy/postrzeganiu świata.

    Nie do końca zgodzę się, że poświęcanie życia za kogoś bliskiego, jest interesowne. Bezinteresowność, zawsze określałem tym, czy będzie jakiś profit, czy nie. W ten sposób, eliminowanie swojego istnienia, na rzecz istnienia innej osoby, jest bezinteresowne. Trup może pogrzeb najwyżej dostać, a i tak nie będzie go to pewnie obchodziło.

    Inna sprawa, że robimy to tylko dla bliskich, ale
    co do pojęcia obcych ludzi, to znalazłem jakiś czas temu świetny artykuł, tłumaczący to zjawisko: http://www.pointlesswasteoftime.com/monkeysphere.html
    Jeszcze wystarczy dodać to, że bycie miłym dla innych pomaga nam w przetrwaniu stada i wszystko na swój sposób, ma sens. Chcemy przetrwania? Jesteśmy dla stada mili. Przynosimy jedzenie, pomagamy szablo-zębne misie koala zwalczać, z myślą, że będą wdzięczni i dadzą banana. Im dłużej żyjemy, tym większa szansa na reprodukcje.
    Zabawne, że nadal takie prymitywne instynkty nami kierują. Może przybrały bardziej wysublimowaną formę, zwracają się do podświadomości, ale to nadal to samo, co robią pieski z kotkami i pszczółki z… królową pszczółek.

    A ogólnie, to dobrze wiedzieć, że nie każdy czuje wielkie więzi ze swoją rodziną i jest w stanie przebić się przez warstwę autorytetów.

  4. Dyskusa rozgorzała również na forum;)
    @Motarius

    Co do interesowności i poświęcania życia - jak wytłumaczysz zjawisko, że łatwiej poświęcić życie za osobę Ci bliską niż za totalnie nieznajomą ?

    Np. tym że zainwestowałeś uczucia do osoby bliskiej - czyli niby poświęcając za nią życie nic nie otrzymujesz w zamian, ale z drugiej strony niejako bronisz “swojej inwestycji” - czyli nic nie zyskujesz, ale jednak bronisz żeby nie stracić - to jest interesowne prawda?

    W efekcie końcowym tak jak napisałeś to trupowi i tak wszystko jedno, ale w momencie poświęcania życia zdaje się że człowiek nie dostrzega że to co broni i tak nie będzie miało znaczenia gdy to obroni.

    Tuaj się sprowadza wszystko do tego, że zysk jest też czasem utrzymaniem przed stratą - takie zjawisko jest obecne np w pokerze, na giełdzie - gdzie nie możesz uniknać tracenia pieniędzy, ale chodzi o to żeby zniwelować stratę - w efekcie końcowym im więcej zachowasz tym więcej zyskasz.

  5. A co do artykułu o małpach - prosiłbym Cię żebyś wrzucił go na forum - jest świetny

  6. jako dla matki- artykul troche szokujacy,ale przyznaje ,ze masz duzo racji.Uwazam ,ze wielu rodzicow nie rozumie ze dziecko nie jest wlasnoscia i naszym zadaniem jest dac mu solidne korzenie ,a potem pomoc rozwinac skrzydla……………pozdrawiam

  7. Bardzo lubię Twoje wypowiedzi i zawsze mi się podobały,aż do tego momentu bo z tym co tu napisałeś nie zgadzam się zupełnie!!!moim zdaniem idealizowanie swoich Rodziców ze znajomymi czy tez ludżmi których nie znamy, to lekka przesada!!!sory, ale jak się wkurze na kogoś obcego ostro, to jadę po nim jak po “łysej kobyle” i uważasz że jak poczuje taki sam gniew do moich Rodziców to mam im powiedzieć “odpierdolcie” się itp.i to jest wporządku?mam zranić w ten sposób kogoś kogo kocham?na kim mi zalęży,bo wszyscy jestesmy tacy sami?i tu ma być ta zachowana harmonia?przecież żyje z nimi ileś tam lat szanuje ich i w ogóle, i właśnie wtedy jak bym ich zwyzywała w złościach czułabym że zburzyłam swoją harmonie bo dałam się ponieśc emocją zrobiłam cos co jest niezgodne ze mną samą, a wprzypadku obcej osoby która ma do mnie jakiś problem powiem odpierdol się i całkowita olewka,bo do niej nic nie czuję, wręcz przeciwnie ta osoba chce żebym dała się ponieść emocją i nie najlepiej mi życzy i to ona zaburza moja harmonię i ode mnie zależy czy to zrobi czy nie!!w pierwszym przypadku nawet jesli dojdzie do jakiejś poważnej sprzeczki wiem że kto jak kto,ale Rodzice mi żle nie życzą!!i nie wyobrażam zachować sie tak samo do nich ,jak do osoby o której nic nie wiem i jest mi zupełnie obojętna!!

  8. @Kasia
    Właśnie o to chodzi. Jesteśmy obojętni na obcych i traktujemy ich gorzej niż bliskich. Czym sobie zasłużyli na naszą obojętność? Skąd wiesz, że nie mają większych problemów niż Ty? Może nie mają rodziny, przyjaciół, może doświadczyli odrzucenia, może zasypiają tylko po to, żeby nie myśleć o samobójstwie? Może tylko bronią się chamskim dowcipem i głupim zachowaniem, bo boją się, że ktoś ich zrani? Naprawdę myślisz, że zasługują na “spierdalaj”? . Tak naprawdę, jedyne co nas z krewnymi, rodziną łączy, co jest zupełnie inne od więzi z resztą społeczeństwa, to kawałek DNA.

    @Bartłomiej Pietrasz
    Wynika z tego (tak na moja logikę), że nie ma akcji świadomie bezinteresownych. Trochę to pesymistyczne, więc wolę się trzymać swojego poglądu, że poświęcenie życia za kogoś jest jedyną formą prawdziwego altruizmu ;)

  9. @Motarius

    Ja właśnie tak myślę - że prawdziwą bezinteresownością może być jedynie przypadek kiedy robisz np coś dla siebie (interesownie ) i przy okazji dla innej osoby wyniknie coś dobrego z tego - ale wtedy to znowu jest interesowne u podstaw bo działanie wywiodło się od Twojej interesowności…idąc tak dalej dochodzę do wniosku że bezinteresowność w ogóle nie istnieje ;)

    Takie moje myśli na ten moment

  10. Witam, bardzo gorąco.
    Na wstępie mojego komentarza chciałbym Cię pozdrowić i życzyć Ci przede wszystkim szczęścia i ciekawych pomysłów w rozwijaniu bloga.
    Wpierw muszę zaznaczyć, iż Twój wpis “Traktuj Swoją Matkę Jak Twojego Kolegę/Koleżankę”, jest bardzo niebezpieczny. Twój blog posiada już grupę ludzi która go śledzi i regularnie czyta, z pewnością uważają Cię za człowieka inteligentnego. Część z nich powie “koleś mądrze gada”. Niektórzy pomyślą “będę obserwował ten blog, gość pisze o ciekawych rzeczach, nauczył mnie świadomie śnić, myślę, że ma również racje w kwestii traktowania rodziny” Nie boję się użyć tego słowa, ale wywierasz wpływ podejmując ten temat na setki lub tysiące lub nawet miliony (bo przecież jesteśmy w internecie) dzieciaków, młodzieży, cokolwiek. Sam tytuł jest narzucający - Traktuj Swoją Matkę Jak Twojego Kolegę/Koleżankę. Biłeś się z własnym ojcem, i nie byłeś akceptowany przez mamę i tatę, oni Cię nie rozumieli, Ty prawiłeś im jak tu na blogu filozofię a oni uważali Cię za obłąkanego, Ty wtedy myślałeś “co wy możecie wiedzieć, jesteście tacy prości”. Być może teraz nie mieszkasz ze swoją rodziną, lub pochodziłeś z rodziny patologicznej. Widzisz, Tobie się nie udało. Ale innym całkiem przyzwoicie się wiedzie, opowiem Ci jak, a zacznę od początku. Najważniejszą rolę w Twoim życiu odegrała Twoja matka. w pierwszych miesiącach Twojego istnienia, znajdowałeś się w Jej łonie. To od początku symbolizuje wielkie zżycie się z matką, nieco później będąc w kołysce, odchodząc od Ciebie wprawiała Twój mały umysł w chaos - zaczynałeś płakać, czemu ? ponieważ byłeś oderwany od matki, potrzebowałeś w tym okresie ciągłej bliskości, Matka jak samica i jej młode ssące pierś, matka jak samica broniące swoje młode przed niebezpieczeństwami tego świata. Oddała by życie za Ciebie kiedy byłeś mały. Cały ten blog i ta filozofia, Twoje myślenie i to że teraz mogę z całą przyjemnością pisać komentarz, i to że teraz czytasz moje wypociny - to zasługa Twojej matki. Ojciec mógł być gdzie indziej mógł pracować, ale też był blisko Ciebie i mamy, lecz matka i Ty byliście jednym ciałem kiedy Ty byłeś w jej łonie. Następnymi czasy w pewnym stopniu (lecz niecałkowitym) to Ona kreowała Twój umysł, Twoje myślenie. Działo się to za sprawą tego na co Ci pozwalała jak byłeś kilkulatkiem a na co nie. Kolejny procent doświadczenia, te wszystkie obrazy które widziałeś za młodu one są odpowiedzialne za to kim teraz jesteś. Dlaczego owczarka niemieckiego tresuje się od małego ? Ponieważ wtedy ma najbardziej chłonny umysł. Człowiek jako istota rozumna, do szesnastu lat, ma rozum jak bialutki śnieg, który wchłania mocz Nieco później już jest za stary na naukę, staje się bardziej zgorzkniały ma wyrobiony eh tzw. “światopogląd”.
    Matka odegrała w Twoim życiu najważniejszą rolę, to kim teraz jesteś to jej zasługa. Okres dziecięcy do 12 lat, szlifował Twój mózg, najbardziej. Przez pierwsze 12 lat Twojego życia narodził się korzeń w Twoim umyślę, następnie pień. A gałęzie, owoc, to są wszystkie rzeczy których teraz doświadczasz ale to nie ma większego znaczenia, korzeń jest najważniejszy, korzeń to podstawa. To szkielet, to kręgosłup Ciebie, Twojego ego. Jak powiedział dość niedawno Pan Korwin-Mikke, “Kiedyś programowałem komputery. Jeżeli się pomyliłem to mogłem wrócić i usunąć linie w pliku tekstowym, proszę sobie wyobrazić, że umysł dziecka ma więcej połączeń, ma bardziej skomplikowaną budowę niż komputer. I dlatego jedno niebaczne słowo matki w okresie dziecięcym może na zawsze popsuć umysł jej pociechy, wtedy już nie można wrócić i poprawić tej linijki”.
    Powiem Ci, że nie ma w życiu większej nagrody niż rodzina.
    Ktoś kiedyś powiedział, najlepiej mieć mało przyjaciół lub nie mieć ich w ogóle, i tego się trzymam. Kim właściwie jest przyjaciel ? To wspólnik. Typowe: “na przyjacielu mogę zawsze polegać, przyjaciel mnie zawsze wspiera” co za bzdura. Wszyscy z nas mają w sobie pierwiastek egoizmu, Przyjaciel czy kolega, w ich krwi nie płynie Twoja krew. Oni nie mają nic z Ciebie, lecz te coś ma Twój brat, siostra, ojciec, matka. Wspominałem że nie którym lepiej się powiodło, tak bo przyjście na świat to loteria. To Nieskończenie Abstrakcyjnie Ogromna Nieświadomość, rzuca nami, jak kamykami, lub nawet tak jak z przypowieści - ziarnem, jedno spada gdzieś lepiej drugie ląduje gorzej. Twoi rodzice zrozumieli by Cię i nie szukał byś cynicznej filozofii, nie uciekał byś, byłbyś w domu i umiał byś rozmawiać z mamą i tatą. Tak właśnie! Rozmawiać, rozmowa i jeszcze raz rozmowa to wszystko. Od przyjaciela możesz ściągać na lekcji, możesz umówić się na piwo, możesz zwierzyć się że podoba Ci się fryzura pewnej dziewczyny którą codziennie widujesz w metrze. Z mamą i tatą nie potrafiłbyś porozmawiać o tej fryzurze, to zbyt…odległe od ich natury?

  11. Zbyt dużo znaków.

    W młodości kiedy opowiadałeś swojej mamie i tacie o tym, że chcesz być kosmonautą, tak wiem śmiali się z Ciebie. Potem, zacząłeś sklejać modele samolotów z II wojny światowej, ale to nigdy się nie podobało Twojej mamie, właściwie miała neutralny stosunek do tej pasji. A kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś w telewizji jak ktoś gra na perkusji od razu wiedziałeś, że to jest to i że do końca życia będziesz grał. Tak więc, sprzedałeś rower który otrzymałeś na komunie, sprzedałeś komputer, trochę oszczędności i kupiłeś perkusje. Związku z tym chciałeś iść do szkoły muzycznej, rodzice (wzorowi katolicy) chcieli posłać Cię do seminarium i zrobić z Ciebie duchownego, bez względu na to jak odbierasz religie, czy ją przyjmujesz czy nie, a przede wszystkim, że to “zablokuje” możliwość małżeństwa. Kto jest temu winien ? Powiesz “Cholera, ten los przeklęty, czemu! no dlaczego tak się dzieje”, lub powiesz w obecności kumpla/przyjaciela “ale ja mam pojebanych starych”. To jest powód dla którego uznałeś, że poprawnie/dobrze by było podzielić się z resztą świata tym, aby traktować swoją mamę, jak kumpla, którego poznałeś na koloniach. Nie jest to żadne rozwiązanie, ucieczka i poddanie się a na koniec wygłoszenie jakże pięknej puenty tego dramatu w towarzystwie swojego ulubionego kolegi z którym wypadasz na “browar” - “ale ja mam pojebanych starych”. Powiadam Ci nie jest rozwiązaniem. Trzeba być twardym, przebiegłym, nigdy gwałtownym paliwodą, który mając na pieńku z ojcem idzie się trzaskać (w imię czego, bicie? w imię czego!) Przede wszystkim trzeba umieć rozmawiać z rodzicem (z mamą, tatą), uważam to za dobry początek w rozwijaniu własnej asertywności i kreatywności. Czemu jadąc pociągiem widzę całe masy młodych chłopaków i każdy z nich w co drugim zdaniu używa “kurwa” co 2x ? Boją się. To strach. Nie potrafią się porozumiewać, dobrać odpowiednich słów, umieją je dobrać ale się boją. Boją się odrzucenia i uznania za “mądrale”, lub “polonisty”. Rozmawiając z rodziną w ten sposób uczysz się. Opowiadając im o marzeniach, pragnieniach, wspomnieniach. Słuchasz do końca, nie przerywasz, nie wcinasz się w słowo, po skończeniu mówisz Ty, lub odwrotnie, proste jak sznurek w kieszeni. Czemu młody człowiek nie potrafi się odnaleźć ? Tyle tego śmierdzącego szajsu te fundacje przeciw narkomani, sektom, hah. Te fundacje nie istniałyby, gdyby młody człowiek umiał inteligentnie (czasami dość sprytnie) porozumiewać się.
    Twój tata, nie chce abyś był smutny, nie chce by było Ci wstyd, wobec kumpli i dziewczyny. Nie chce widzieć takiego obrazu: “Wybieramy się do mc donaldu a potem na piwko idziesz z nami”, “sorry nie mam czasu”, tak naprawdę masz go sporo tylko nie masz pieniędzy. Prosząc go o pieniądze (patrząc z Twojej strony) również traktujesz go jak kumpla, jak automat od coca-coli. Tylko ten automat wstaje codziennie rano, jedzie zapewne w korkach lub w przepełnionych środkach komunikacji miejskiej i pracuje, robiąc cokolwiek, pracuje na rodzinę. Dlaczego ? Bo Ją kocha.

  12. Epilog

    Na koniec

    Mając dusze romantyka, pamiętam jak będąc małym chłopczykiem, robiłem dla mamy laurkę na dzień matki. Do dziś pamiętam ten uśmiech, radość, ciepło, dobro. Kolorowa laurka, cenniejsza niż miliony rodzajów perfum i kwiatów w kwiaciarniach.

    Pozdrawiam autora blogu.

  13. Drogi czytelniku mojego bloga:

    Odnoszę wrażenie, że chyba nie przeczytałeś mojego artykułu a przeczytałeś tylko tytuł - dlaczego tak myślę ? Bo to co napisałeś w komentarzu zawiera się w tym o czym ja pisałem w artykule.

    Ja pisałem o tym, żeby odrzucić ten “podest” na którym mamy wbudowane w psychice żeby stawiać rodziców - stawiać ich wyżej od innych nie za to co dla nas zrobili ale za to “bo to są moi rodzice”.

    Chodzi o zrozumienie że każdy człowiek w Twoim życiu jest taki sam - matka i ojciec jest tak samo człowiekiem jak kolega czy koleżanka - i tak samo powinno się ich wartościować.

    Mówisz że matka wychowuje dziecko - racja, ale to prawo natury - tutaj nie ma być za co wdzięcznym, tak po prostu jest, mnie matka wychowyała i tak samo ja będę wychowywał swoje dziecko.

    Pisałem o tym, że jeżeli Twoja matka zrobiła coś co zasługuje na Twój szacunek/miłość/jakiekolwiek inne uczucie w które wierzysz - to w porządku - chodzi tylko o to, żebyś nie postrzegał ich przez pryzmat kogoś wyjątkowego i lepszego od innych - bo nimi po prostu nie są.

    A co do tego że gdyby nie moja matka to by mnie nie było - to racja, ale też nie ma powodu żeby być za to jej wdzięcznym, bo ona nie robiła tego dla mnie, bo ja jako ja nie istniałem w tym momęcie - równie dobrze dzisiaj ja mógłbym być kimś innym.

    Pamiętać trzeba również, że ta “wdzięczność” i miłość do matki jest przez nią zaprogramowana - pamiętasz słowa matki - “Jak mocno kochasz mamusię ? Pokaż jak mocno” - to jest właśnie to programowanie o którym napisałeś - u matek jest ono samolubne, nie oszukujmy się.

    Pozdrawiam również Ciebie

  14. Dzień dobry wszystkim!

    Chciałbym CI powiedzieć, że zmierzasz w stronę równouprawnienia. Żądasz od świata aby wszyscy byli na jednakowym poziomie traktowani, co jest nie logiczne i nie możliwe. Ważne jest także to co rozumiesz przez okazywanie serdeczności, uprzejmości, życzliwości no i “szacunku” eh swojej rodzinie.
    Proszę Pana, proszę przez chwilę pomyśleć, jakby to było gdyby każda matka która ma urodzić dziecko, już na wstępie myślała: “rodzenie dziecka to część życia, taka sama jak każda inna, nie będę się opiekować bachorem, najlepiej oddam go w obce ręce, albo wepchnę do beczki z kapustą”
    Najbardziej coś doceniamy kiedy te coś stracimy.
    Przez chwilę zastanów się nad całymi tysiącami dzieci w domach dziecka. One wręcz chciałby mieć rodziców, mamę tatę, szczególnie te małe, potrzebują ich. Obca baba wydaje im się jakby to był przybysz z obcej planety, i Ty uważasz, że wszystkich ludzi na całej kuli ziemskiej jakich spotkamy na swojej drodze życia trzeba traktować jak tych przybyszów. Życie owszem może być piękne, ale chyba jeszcze nikt nie powiedział - Świat jest piękny, nie jest. Świat jest szary i mroczny, pełen nienawiści i wrodzonego egoizmu. Twój najlepszy przyjaciel po kilkunastu latach biznesu razem z Tobą, pakuje torby i ucieka od Ciebie z całym zyskiem. Przyjaciel którego Ty traktujesz jak własną mamę, ciekaw jestem czy mama wywinęła by Ci taki numer. Jedynymi osobami którym możesz zaufać z całą pewnością są rodzice, nie mówię o rodzeństwie, ale o ojcu i matce, zawsze! Powtarzam zawsze możesz im zaufać i słowa dotrzymają. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, nie wiem czemu przyjaciel nie potrafi czasami tego zrobić i po dużym okresie czasu wreszcie wypina na Ciebie tyłek.
    Okazywanie miłości swojej mamie są widoczne tylko w okresie dziecięcym, uważam to za piękne chwile życia.
    I samo z siebie, niewytłumaczalnie i poza naszą świadomością po prostu, kochamy tatę mamę. Są najbliżsi. Skończmy z tymi XX wiecznymi bredniami o równouprawnieniach, powoli mam już tego dość. Dlatego iż świat staje się co raz bardziej cyniczny. Upadł autorytet policji, człowiek młody czuje idiosynkrazję do policjanta, upadł wizerunek kościoła, zastanawiasz się racjonalnie czy Bóg jest, upadły autorytety. Idąc Twoim tropem, człowiek żył by w błogiej nieskończonej ciemności i samotności. Nie mam pojęcia, czy Ty masz pojęcie o czwartym przykazaniu w dekalogu. Nie mam pojęcia czy jesteś wierzący, czy jesteś agnostykiem, lecz w dekalogu zawsze coś było co mnie intrygowało. Możliwe, że uważasz mnie za konformistę, nie jestem konformistą. Wyjątkowi rodzice nie muszą być, Twoja mama nie musi być drugą Skłodowską curie, a tata batmanem. Ale są lepsi od innych, zawsze przyjdziesz do nich w łaskę, a oni kiedyś do Ciebie. Z kolegą rozmawiając o amerykańskich filmach i przeklinając co chwila, uważasz że tak powinno też rozmawiać się z tatą o życiowych wyborach. “Siema stara! Gdzie jest obiad, kurwa”. Wnioskuję ten cytat z tego co usłyszałem w Twoim wideo i przeczytanym artykule, a nie nagłówku tematu.

  15. Chciałbym jeszcze dodać:

    Tak zrobiła to dla Ciebie, choć jeszcze nie wiedziała jak wygląda Twoja twarzyczka, rączki, nóżki, czy będziesz zdrowy, jakim po prostu będziesz. Mogła być złą kobietą i podjąć się aborcji, mając w nosie, nowe istnienie i życie.

    I na Twoim nie realnym nagrobku widniał by napis “Żył 3 miesiące”

  16. Niezły tekst.
    Kiedyś przekląłem do siostry, a ta powiedziała matce… Reakcją matki było uderzenie mnie w twarz. W ułamku sekundy jej oddałem (coś tam zaczęła się drzeć). Przybiegł ojciec i zaczął mnie dusić, w końcu puścił i dał karę…

    Do tej pory o tym nie myślałem… Gdyby to była “obca” osoba, to pięści poszłyby w ruch i oddałbym z nawiązką…

  17. Do Autra

    Wiesz co, trochę widzę racji w tym co piszesz, ale mam wrazenie ze sam do konca wziales pod uwage kilku rzeczy.

    napisze w skrocie reszte domysl sie sam…

    Wyobraz sobie jak bedziesz mial dzieci i one beda tez tak samo uwazaly. Jak sie bedziesz czul?

    Jakim bys byl jesli nigdy bys nie mial rodzicow i nie wiedzial jak to jest jak matka czy ojciec opiekuje sie dzieckiem, idzie na spacer, do lasu, kupuje zabawke, uczy jak sie pisze, czyta, gra w pilke, jezdzi na rowerze. Nie raz opatruje skaleczenie i inne urazy wynikajace np z zabawy, jazdy na rowerze(nauki)

    Oczywiscie matka moze byc inna kobieta, nie spokrewniona(niebiologiczna), ale musi byc osoba plci zenskiej oraz meskiej zeby przekazala Ci pewne …. dajmy na to mysli pogalady, odczucia. Inaczej bedzie to wygladalo od strony ojca, a inaczej ze strony matki.

    Podsumowujac, nie wazne kto ale takie cos jak matka ojciec lub rodzina potrzebne jest.

    Powiedz czemu jesli tak mowisz to nie bierzesz skad sie biora zachowania spoleczne u zwierzat - termity, mrowki, galele, roznego rozdaju malpy

    w poprzednich postach mowisz ze cos jest zle bo jest tak i tak ale w niektorych innych postach nie dostrzegasz pewnych prawidlowosci.

    mowisz ze nie studiujesz, pewnie mieszkasz z rodzicami, chyba ze sam…. czas nas uczy rozumy i kazdy nawet mistrz cale zycie sie uczy…..

    tak czy siak ciekawe jest przeczytanie czyjys opinni, nie trzeba sie od razu z nia zdadzac

    pewne punkty sa ok inne jeszcze musza dojrzec…..

    Pozdrawiam

  18. kiedy mi stara wypomniala, że mam jej pomagac, bo mnie wychowala powiedzialem jej, ze ona mnie zrobiła sama z ojcem, “dla przyjemności”, jak to jest opisane w tekście. Wtedy powiedziała ze tak bylo ustalone przez boga, i ze bog mial jakies intencje wobec mnie.
    do autora:
    Co bys powiedzial starej teraz? ja nie wiem co powiedziec :P
    tylko nie piszcie, czegoś w stylu “bog to bzdura, mamo”

  19. Ja jestem wdzięczny moim rodzicom. Zgodzę się z tobą, że ni mogli mnie spłodzić “dla mnie”, ale są w stosunku do mnie mili, dali mi jeść i opiekowali się mną. Szanuję ich za to. Gdyby obca osoba taka do mnie była to też bym ją szanował i wyróżniał. Rodzice mnie nie zawiedli i pomagają mi w potrzebie więc ja też im pomogę i tym bardziej będę się starał ich nie zawieść jako syn.
    Pozdrawiam.

  20. Witam. Coś ci powiem. Mam 15 lat. Nie jestem grzecznym chłopczykiem takim jakim by mnie chcieli rodzice. Czasami coś sie do ręki przyklei czasami kogś pobije, problemy z nauką, policją, fajki itp. Rodzice chcieli zawsze dobrze. Teraz wytłłumacz mi jedną rzecz. Rodzice cie spłodzili dla przyjemności tak? A wiec jeść ci tez dawali dla przyjemności? Ubrania też? Chcieli żebyś na kogoś wyrósł też była to przyjemność albo wpadka jakaś? Może robili to niechcący?
    Ze mną rodzice mieli problemy i ciągle mają. Ale ZAWSZE bede im wdzięczny za dach nad głową, za wsparcie, za jedzenie itp. Pomyśl o tym. Bo nie masz racji. I to samo do wiary.

  21. Glupie sa te twoje poglady…..( oczywiscie autora tekstu)

    Matka to matka, ojciec to ojciec, kumpel to kumpel, a nie ojciec

    Smieszno ciekawe przypadki wymyslacie, ze wpada ojciec i chce cie zabic a jaki byl tego powod? Moze to co teraz o nim piszesz /…

  22. dobra ze wszystkim sie zgadzam lecz zapomniales o milosci i szacunku mowisz ze rodzice splodzili ciebie dla siebie ale wychowywac nie musieli mogli cie oddac do adopcji i ja jestem im za to wdzieczna i ich szanuje ale traktuje jak ludzi i oceniam po czynach ale ich bardzo kocham bo laczy mnie z nimi bardzo silna wiez

  23. Widzę, że niektórzy ludzie tutaj nie zrozumieli istoty artykułu. Autorowi nie chodziło to, by nie mieć szacunku dla rodziców, nie kochać ich itp. itd.
    Autor miał na myśli, by wymagać od nich podobnie, jak oni wymagają od nas i to jest istotą rzeczy. Nie dawać sobą sterować tekstami typu “zrobisz to, bo ja Cię przecież wychowałem”, tylko traktować rodzica tak jak ten traktuje mnie.

  24. Wow! Jestem w lekkim szoku. Takiego poglądu jeszcze nie usłyszałem i nie przeczytałem. Gratulacje Bartłomieju, w pełni się z tobą zgadzam, każdy powinien robić to, co dla niego najlepsze, ale tak, żeby zachować równowagę z otoczeniem (dobry tata - nie niszczyć go; zła ciotka - a w d**** ją miej ;) .

  25. bartek
    chcemy wiedziec jak Mieszkasz,
    ile zarabiasz,
    i jak sie czujesz w zyciu
    ?

  26. DOBRY TEKST

    dooOOBRY!

    POLECAM

  27. A

    ILE

    MA PAN

    DZIECI

    JEST PAN OJCEM

    CO PAN O TYM WIE ???

  28. Witam
    Ciekawy tekst jak niemal wszystkie, ale wywalę z siebie moje 3 grosze który mi do łba wlazły gdy tego słuchałem.
    Otóż ja tak czy siak się moim rodzicom odwdzięczę jak tylko będę umiał z prostego powodu - bo ich kocham, bo byli (i są) ze mną w trudnych chwilach, bo mam codziennie wyprane skarpetki. Panie Bartłomieju zapomniał Pan o tym, że rodziców kocha się za nic, po prostu, bezinteresownie :) A chyba każdy z nas wysuwa na piedestał ludzi których kocha.
    Pozdrawiam

  29. W dużej mierze masz rację - nie można nadawać wyższego statusu jakimś osobom tylko dlatego, że nas żywiły i zapewniły “dach nad głową”. Jeżeli nasz stosunek do nich jest inny niż do obcych ludzi, to tylko dzięki kontaktom jakie między sobą nawiązywaliśmy - pomoc, nauka, przygoda… Tak samo jak ze znajomymi, przyjaciółmi - kogoś lubimy bardziej z różnych powodów, kogoś mniej. Tych “toksycznych” usuwamy ze swego życia. Jeżeli nam rodzice przeszkadzają, szkodzą - rozważmy to obiektywnie i zerwijmy z nimi kontakt, gdy jest taka potrzeba - nic im nie jesteśmy winni. Zgadzam się.

    Problem leży gdzie indziej. Tylko niewielki odsetek rodziców wychowuje swoje dzieci. Reszta powierza to telewizorni, komputerowi, szkole, państwu… W takiej sytuacji, dziecko to długoterminowa inwestycja - będzie pomagać na starość, w razie gdyby…itd. Nie ma się co dziwić, że ładuje się w dzieciaka różne manipulujące - wdzięcznościowe, posłusznościowe - mechanizmy - rodzice w ten sposób próbują zabezpieczyć swoją inwestycję. To straszne.

    To straszne, że tysiące rodziców nie mają swoim dzieciom właściwie nic do zaoferowania i traktują je jako obowiązek lub zabezpieczenie na przyszłość (najczęściej nieświadomie, ale nie wiem czy to nawet nie gorzej). Myślę, że takich rodziców trzeba “zostawiać w tyle” i tworzyć lepszą rzeczywistość, nie powielając błędów jakie mamy możliwość obserwować.

  30. No to jest pojęcie względne. Przecież rodzice dali mi w końcu to
    życie i pozwolili się nim cieszyć. Gdybym nie chciał żyć prawdopodobnie będąc jeszcze plemnikiem nie zapierdalał by tak do tej komórki jajowej gdybym nie chciał się urodzić. Też sobie podobnie myślałem: Po co ja mam pomagać rodzicom, po co mam ich słuchać, sami mnie ”zrobili”, nikt im nie kazał więc niech nie mają do mnie pretensji. Ale w końcu tak nie można.

  31. Bartek - NIE napisałeś czy masz dzieci?
    Nie masz?
    Wiem, że płaczesz po nocach. Po co udajesz w Internecie, że wiesz co w życiu działa?

  32. Smutne ze takie wartosci sa wynoszone na piedestal. Nie na darmo sie promuje obecnie takie podejscie. Odejscie od chrzescijanskich wartosci doprowadzi w koncu do dehumanizacji ludzkosci. WIARA, MILOSC i WSPOLCZUCIE/SZACUNEK - to sa prawdziwe wartosci. Otworza sie w koncu oczy ludzi - oby nie za pozno.
    P.S.: Propagowanie takich “wartosci” prowadzi do patologii eutanazji np. , stosowanej w Hollandii , gdzie starsze osoby ktore poswiecaly sie cale zycie oddaje sie do szpitali zeby je DOBIC. Smutne to ale prawdziwe. Wpolczuje autorowi pustki duchowej i bladzenia .

  33. szacunek ,wdzięczność miłość eh i wiele innych
    myślałem że to dzieli nas ludzi od innych zwierząt …. a i jeszcze
    zdolność myślenia, niech każdy to zinterpretuje na własny sposób ………..

  34. Łukasz ale rodzina też nie zawsze pomoże.

  35. ” Propagowanie takich “wartosci” prowadzi do patologii eutanazji np. , stosowanej w Hollandii , gdzie starsze osoby ktore poswiecaly sie cale zycie oddaje sie do szpitali zeby je DOBIC. Smutne to ale prawdziwe.”

    Poświęcać się?? Kto im kazał?? Bo oczekiwali rewanżu? Coś za coś???
    Inna sprawa.Przeczytaj tekst kilka razy.Wtedy można go zrozumieć.

  36. Wychowywanie to również spłacanie długu, bo rodzice sami byli kiedyś wychowywani. I trzeba być wdzięcznym - za “coś więcej”. Że się tak wyrażę, za więcej niż to podstawowe wychowanie, wyżywienie, ogólnie za warunki do życia i jakąś tam miłość. Tzn. za to jeżeli jest się w rodzinie faktycznie szczęśliwym i oprócz normalnych relacji łączy nas z członkami rodziny jakaś większa więź. W takich wypadkach bezczelnością byłoby nie być wdzięcznym.

  37. “Wychowywanie to również spłacanie długu, bo rodzice sami byli kiedyś wychowywani”

    Taki pasztet i cynizm pozostawiam bez komentarza!

  38. Trochę przejaskrawione, ale w sumie racja.

Tu Możesz Podyskutować ;) - Zostaw Komentarz




Podgląd komentarza: